Lubię sobie czasem poeksperymentować w kuchni. W dodatku wiem, że jeśli nie bardzo mi coś wyjdzie, zawsze może zjeść to Mąż :) Oczywiście pod warunkiem, że w potrawie będą składniki, które lubi.
Jakiś czas temu urozmaiciłam nieco tradycyjne naleśniki. zamiast na słodko, zrobiłam je na ostro. A do ciasta dodałam pokrojony w cienkie plasterki ser żółty i ulubione przyprawy (chili, pieprz ziołowy, zioła).
Mąż jadł je z ketchupem, a ja zrobiłam sobie sałatę lodową. Wyszły bardzo dobre i sycące, po dwóch miałam już dość :)
Miki właśnie szaleje z Dziadkiem (moim Tatą). Zastanawiam się, kto wieczorem szybciej padnie. Bo jak znam życie, Miki będzie miał jeszcze więcej energii niż zazwyczaj.
A jutro dodam zdjęcia z roczku.
wtorek, 15 maja 2012
poniedziałek, 14 maja 2012
Podwójne EKO i coś nowego
Ostatnio modne jest bycie EKOmamą. Czy jestem?
Na pewno jestem Mamą EKO(nomiczną). Ale to chyba normalne. Szukam rzeczy tanich, pieluchy przeliczam nawet na ceną za sztukę. Ciuchy wyszukuję ostatnio na Allegro, używane. Zabawek praktycznie nie kupujemy (źli rodzice z nas, ale babcie nas wyręczają, poza tym mamy sporo po bratankach Męża).
Inaczej się nie da. Wszystko dla dzieci (a już szczególnie niemowląt) jest strasznie drogie. Nie rozumiem tego. Na przykład ciuszki. idzie na nie dużo mniej materiału, niż na te dla dorosłych, a cena jest wyższa. Z butami jest podobnie.
Dlatego tam gdzie się da, szukamy oszczędności.
A mama EKO(logiczna)? Zależy, jak dla kogo.
Kupiliśmy pieluchy wielorazowe ("majteczki" i wkłady). Ale nie jestem zadowolona. Po jakimś czasie strasznie śmierdzą, przemakają... Owszem, są kolorowe, ale to nie wystarczy. Dlatego używam jednorazowych pampersów. Ale ponieważ wielorazowe są już kupione i to za niemałe pieniądze, zakładam je w ciepłe dni. Wtedy, gdy nie zakładam mu już spodenek. Zobaczymy, jak to będzie z oduczaniem noszenia pieluch...
Sama gotuję Mikiemu (albo raczej z Teściową). Słoiczki kupiliśmy jedynie jadąc na wczasy nad morze, ale nie byliśmy pewni jak tam będzie z kuchnią. Poza tym bądźmy szczerzy, jechaliśmy wypocząć, a nie stać przy kuchence. Jednak kaszki kupuję gotowe, tylko zalać wodą. To dlatego, że nie korzystaliśmy z mleka modyfikowanego. Ale jak skończymy te, które są teraz, będę mu gotować kaszkę mannę na zwykłym mleku 0.5%.
Kosmetyki używam zwykłe. Mydło Bambino i aksamitne mleczko Nivea (wcześniej oliwka Bambino). W naszym wypadku sprawdzają się idealnie. Ale na początku (za namową pediatry) mieliśmy przygodę z szarym mydłem i oliwą z oliwek. Mąż się śmiał po nasmarowaniu Małego, że nic tylko go w gęsiarkę i do pieca :)
Ekologicznego proszku też nie używam. Co więcej, używam nawet płynu do płukania.
Teraz zdania będą podzielone.
Dla jednych będę rozrzutna albo wręcz skąpa, przesadnie ekologiczna lub w ogóle środowisko będę mieć głęboko w d*** nosie.
I co z tego.
Najważniejsze, to nie dać się zwariować ;)
Na pewno jestem Mamą EKO(nomiczną). Ale to chyba normalne. Szukam rzeczy tanich, pieluchy przeliczam nawet na ceną za sztukę. Ciuchy wyszukuję ostatnio na Allegro, używane. Zabawek praktycznie nie kupujemy (źli rodzice z nas, ale babcie nas wyręczają, poza tym mamy sporo po bratankach Męża).
Inaczej się nie da. Wszystko dla dzieci (a już szczególnie niemowląt) jest strasznie drogie. Nie rozumiem tego. Na przykład ciuszki. idzie na nie dużo mniej materiału, niż na te dla dorosłych, a cena jest wyższa. Z butami jest podobnie.
Dlatego tam gdzie się da, szukamy oszczędności.
A mama EKO(logiczna)? Zależy, jak dla kogo.
Kupiliśmy pieluchy wielorazowe ("majteczki" i wkłady). Ale nie jestem zadowolona. Po jakimś czasie strasznie śmierdzą, przemakają... Owszem, są kolorowe, ale to nie wystarczy. Dlatego używam jednorazowych pampersów. Ale ponieważ wielorazowe są już kupione i to za niemałe pieniądze, zakładam je w ciepłe dni. Wtedy, gdy nie zakładam mu już spodenek. Zobaczymy, jak to będzie z oduczaniem noszenia pieluch...
Sama gotuję Mikiemu (albo raczej z Teściową). Słoiczki kupiliśmy jedynie jadąc na wczasy nad morze, ale nie byliśmy pewni jak tam będzie z kuchnią. Poza tym bądźmy szczerzy, jechaliśmy wypocząć, a nie stać przy kuchence. Jednak kaszki kupuję gotowe, tylko zalać wodą. To dlatego, że nie korzystaliśmy z mleka modyfikowanego. Ale jak skończymy te, które są teraz, będę mu gotować kaszkę mannę na zwykłym mleku 0.5%.
Kosmetyki używam zwykłe. Mydło Bambino i aksamitne mleczko Nivea (wcześniej oliwka Bambino). W naszym wypadku sprawdzają się idealnie. Ale na początku (za namową pediatry) mieliśmy przygodę z szarym mydłem i oliwą z oliwek. Mąż się śmiał po nasmarowaniu Małego, że nic tylko go w gęsiarkę i do pieca :)
Ekologicznego proszku też nie używam. Co więcej, używam nawet płynu do płukania.
Teraz zdania będą podzielone.
Dla jednych będę rozrzutna albo wręcz skąpa, przesadnie ekologiczna lub w ogóle środowisko będę mieć głęboko w d*** nosie.
I co z tego.
Najważniejsze, to nie dać się zwariować ;)
Poweekendowo...
Dziś mija tydzień, jak Miko został odstawiony od piersi.
Nie jest źle, tym bardziej, że na początku strasznie się bałam. Ale dajemy radę.
Dziwię się nawet, bo jakoś specjalnie nie szuka.
Najgorzej jest dalej ze spaniem w ciągu dnia. Bardzo ciężko go uśpić. Zawsze oboje bardzo się nad tym namęczymy...
Weekend minął nam bardzo spokojnie w domowym zaciszu. Mieliśmy jechać do znajomego, któremu miesiąc temu urodził się synek, ale nie wyszło. Może uda się innym razem...
Poza tym nic się nie dzieje. Cisza, spokój, nuda... Chociaż nie, nudy nie ma. Nie przy Mikim :)
Ostatnio już sam chodził! Co prawda tylko kilka kroczków, ale jednak. Niestety więcej ten wyczyn nie został powtórzony, ale dalej czekamy :)
Nie jest źle, tym bardziej, że na początku strasznie się bałam. Ale dajemy radę.
Dziwię się nawet, bo jakoś specjalnie nie szuka.
Najgorzej jest dalej ze spaniem w ciągu dnia. Bardzo ciężko go uśpić. Zawsze oboje bardzo się nad tym namęczymy...
Weekend minął nam bardzo spokojnie w domowym zaciszu. Mieliśmy jechać do znajomego, któremu miesiąc temu urodził się synek, ale nie wyszło. Może uda się innym razem...
Poza tym nic się nie dzieje. Cisza, spokój, nuda... Chociaż nie, nudy nie ma. Nie przy Mikim :)
Ostatnio już sam chodził! Co prawda tylko kilka kroczków, ale jednak. Niestety więcej ten wyczyn nie został powtórzony, ale dalej czekamy :)
sobota, 12 maja 2012
Wspomnienia i sprawy bierzące
Zapomniałam, o czym chciałam...
EUREKA!
Tak sobie dziś w czasie spaceru z Małym (zdążyliśmy przed pogorszeniem pogody), że właśnie mija 5 lat od mojej matury. Wspominam miło, choć maleńki stresik był (większy u Mamy).
Czemu tak o maturze?
Wczoraj w którymś programie informacyjnym pokazywali sposoby, jak "zdać" maturę. Urządzenia podsłuchowe, mini aparaty... Oczom się wierzyć nie chce. Nie rozumiem osób, które korzystają z takich pomocy.
Chociaż z drugiej strony...
Słyszałam ostatnio (albo czytałam, już nie pamiętam) takie zdanie: "Matura nie przygotowuje do studiów". I muszę się z tym zgodzić. Nie wiem, po co komu na moim kierunku studiów była potrzebna biologia, skoro nie było nic odnośnie tego przedmiotu. Z perspektywy czasu widzę, że żaden przedmiot, którego uczyłam się w liceum nie był potrzebny na studiach. No, może poza matematyką, ale a tylko do statystyki, która trwała jeden semestr.
Jakoś teraz przyszło mi do głowy, że matura powinna być dla tych, którzy mają zamiar zakończyć edukację po liceum/technikum. Bo jeśli ktoś idzie dalej, to jest mu ona potrzebna chyba tylko do podniesienia poziomu adrenaliny.
A u nas nieco lepiej. Co prawda z usypianiem dalej są cyrki, ale czas się stopniowo skraca. Miki chyba czasem musi się po prostu wypłakać i zmęczyć tym płaczem. A zauważyłam, że jeśli ja się zaczynam niecierpliwić, to Miko jakoś dłużej usypia.A jeśli jestem spokojna i daję mu sobie popłakać, to szybciej mu to idzie.
Poza tym nie jest źle, Mały dobrze znosi odstawienie. Ja mam mleka coraz mniej, a ponieważ dalej lubi sobie pociągnąć, dajemy mu w butelce. Czasem moje, czasem modyfikowane (zużywam próbki), ale bardzo słabe, albo zwykłe chude. Kupiliśmy mu ostatnio 0,5% i nic mu po nim nie jest, więc chyba zostaniemy przy takim.
Uf, skończyłam. Nie lubię laptopa Męża...
EUREKA!
Tak sobie dziś w czasie spaceru z Małym (zdążyliśmy przed pogorszeniem pogody), że właśnie mija 5 lat od mojej matury. Wspominam miło, choć maleńki stresik był (większy u Mamy).
Czemu tak o maturze?
Wczoraj w którymś programie informacyjnym pokazywali sposoby, jak "zdać" maturę. Urządzenia podsłuchowe, mini aparaty... Oczom się wierzyć nie chce. Nie rozumiem osób, które korzystają z takich pomocy.
Chociaż z drugiej strony...
Słyszałam ostatnio (albo czytałam, już nie pamiętam) takie zdanie: "Matura nie przygotowuje do studiów". I muszę się z tym zgodzić. Nie wiem, po co komu na moim kierunku studiów była potrzebna biologia, skoro nie było nic odnośnie tego przedmiotu. Z perspektywy czasu widzę, że żaden przedmiot, którego uczyłam się w liceum nie był potrzebny na studiach. No, może poza matematyką, ale a tylko do statystyki, która trwała jeden semestr.
Jakoś teraz przyszło mi do głowy, że matura powinna być dla tych, którzy mają zamiar zakończyć edukację po liceum/technikum. Bo jeśli ktoś idzie dalej, to jest mu ona potrzebna chyba tylko do podniesienia poziomu adrenaliny.
A u nas nieco lepiej. Co prawda z usypianiem dalej są cyrki, ale czas się stopniowo skraca. Miki chyba czasem musi się po prostu wypłakać i zmęczyć tym płaczem. A zauważyłam, że jeśli ja się zaczynam niecierpliwić, to Miko jakoś dłużej usypia.A jeśli jestem spokojna i daję mu sobie popłakać, to szybciej mu to idzie.
Poza tym nie jest źle, Mały dobrze znosi odstawienie. Ja mam mleka coraz mniej, a ponieważ dalej lubi sobie pociągnąć, dajemy mu w butelce. Czasem moje, czasem modyfikowane (zużywam próbki), ale bardzo słabe, albo zwykłe chude. Kupiliśmy mu ostatnio 0,5% i nic mu po nim nie jest, więc chyba zostaniemy przy takim.
Uf, skończyłam. Nie lubię laptopa Męża...
piątek, 11 maja 2012
Chwila relaksu
Mąż poszedł już do pracy, Miko w końcu śpi, więc mam chwilę dla siebie. Łóżko, cicho nastawione radio i fajna książka. Po prostu chwila relaksu po nawet męczącym dniu...
Obecnie czytam "Grzesznika" T. Gerritsen. Spokojnie mogę powiedzieć, że należy ona do moich ulubionych autorek. mam w domu jej wszystkie (chyba) książki i chociaż niektóre z nich czytałam już kilka razy, dalej bardzo lubię do nich wracać.
To ja lecę :)
Obecnie czytam "Grzesznika" T. Gerritsen. Spokojnie mogę powiedzieć, że należy ona do moich ulubionych autorek. mam w domu jej wszystkie (chyba) książki i chociaż niektóre z nich czytałam już kilka razy, dalej bardzo lubię do nich wracać.
To ja lecę :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

