Jakoś nie mam dziś natchnienia na pisanie, więc zdjęcia z wczorajszego basenu :)
piątek, 22 marca 2013
środa, 20 marca 2013
Jak mróweczka, czyli od rana pracuję
Bardzo aktywny i pracowity poranek za mną. Ale to wszystko wina słoneczka, które od rana tak ładnie świeci :)
Umyłam okna, chociaż zapowiadają u nasz na jutro deszcz i śnieg. Dzisiaj jednak ładnie świeci słoneczko i temperatura jest na plusie, więc okna lśnią czystością.
Wzbogaciłam też mój parapetowy ogródek. Skromnie, bo tylko pięć doniczek :P Kolendra, tymianek, oregano, koperek i kiełki. Wcześniej sadziłam bazylię, majeranek i szczypiorek. Poza tym ładnie rośnie mi papryka z nasionek Danonka :) Kiedyś postaram się wkleić zdjęcia. Tylko Miki nie będzie zadowolony, bo teraz cały parapet w jego pokoju zajmują moje doniczki (u nas w pokojach nie ma gdzie postawić). A to było jego ulubione miejsce widokowe...
A teraz w piekarniku dochodzi ciasto. Czekoladowy murzynek z niespodzianką :) Tylko nie wiem czemu jedna z foremek bardzo się "rozlazła"... Bo kupiłam sobie ostatnio w Biedronce silikonowe keksówki i czerwona jest ok, ale zielona mi się rozlazła. Albo raczej ciasto w niej. Ale może to wina nadzienia?...
A jutro kolejny aktywny i ciekawy dzień. Już się nie mogę doczekać Mikiego na basenie :) Mam tylko nadzieję, że wejdzie w swoje kąpielowe pieluchy. bo wagowo mieści się (chyba, bo dawno był nie ważony) w górnym przedziale...
Umyłam okna, chociaż zapowiadają u nasz na jutro deszcz i śnieg. Dzisiaj jednak ładnie świeci słoneczko i temperatura jest na plusie, więc okna lśnią czystością.
Wzbogaciłam też mój parapetowy ogródek. Skromnie, bo tylko pięć doniczek :P Kolendra, tymianek, oregano, koperek i kiełki. Wcześniej sadziłam bazylię, majeranek i szczypiorek. Poza tym ładnie rośnie mi papryka z nasionek Danonka :) Kiedyś postaram się wkleić zdjęcia. Tylko Miki nie będzie zadowolony, bo teraz cały parapet w jego pokoju zajmują moje doniczki (u nas w pokojach nie ma gdzie postawić). A to było jego ulubione miejsce widokowe...
A teraz w piekarniku dochodzi ciasto. Czekoladowy murzynek z niespodzianką :) Tylko nie wiem czemu jedna z foremek bardzo się "rozlazła"... Bo kupiłam sobie ostatnio w Biedronce silikonowe keksówki i czerwona jest ok, ale zielona mi się rozlazła. Albo raczej ciasto w niej. Ale może to wina nadzienia?...
A jutro kolejny aktywny i ciekawy dzień. Już się nie mogę doczekać Mikiego na basenie :) Mam tylko nadzieję, że wejdzie w swoje kąpielowe pieluchy. bo wagowo mieści się (chyba, bo dawno był nie ważony) w górnym przedziale...
wtorek, 19 marca 2013
Odbyte i te planowane, czyli o wycieczkach
I jak przypadł Wam do gustu Puchatek? Mnie bardzo :)
Teraz biorę się za torebkę. Będzie błękitno-żółta, idealna na lato. Robiona na drutach. Niezłe wyzwanie, bo w sumie pierwszy raz działam na tych dwóch patyczkach :) Na dodatek moje ulubione torebki - czy jak mawia mój Mąż, przepastne worki - są dość sporych rozmiarów.
Ale grunt to pozytywne myślenie, więc mam nadzieję, że się uda :)
Jak dzisiejsza wycieczka? Trochę z Mężem pokrążyliśmy, ale trafiliśmy na miejsce sporo przed czasem. I w sumie są dość duże szanse, że się uda. Co? Musicie wytrzymać do przyszłego tygodnia, aż Wam to zdradzę. Ja w sumie też, bo dopiero wtedy będzie wiedzieć, co i jak :)
Mikiś właśnie śpi. I do już dobre półtorej godziny.
Czasami nie mogę nadążyć za jego spaniem. Staram się go usypiać o jednej porze, ale różnie z tym bywa. Raz ma większą ochotę współpracować, raz mniejszą... Poza tym nie mogę znaleźć jednej skutecznej metody. Pisałam ostatnio o usypianiu w łóżeczku. Jeszcze tego samego dnia wózek popadł w niełaskę, zakrawającą na histerię spowodowaną tylko jego widokiem.
Teraz mamy inny sposób. Na razie nie mówię jaki, bo znowu zapeszę... Jak już się przyjmie, to wtedy.
A w czwartek planuję wycieczkę. Najpierw na basen na 2 godziny, a potem do rodziców. Miki się wyszaleje :) Mam tylko nadzieję, że pogoda dopisze...
A jeśli śnieg przestanie padać i temperatura nieco podskoczy, jutro biorę się za okna. Jeśli jednak nie poprawi się na dworze, przełożę na inny termin :)
Teraz biorę się za torebkę. Będzie błękitno-żółta, idealna na lato. Robiona na drutach. Niezłe wyzwanie, bo w sumie pierwszy raz działam na tych dwóch patyczkach :) Na dodatek moje ulubione torebki - czy jak mawia mój Mąż, przepastne worki - są dość sporych rozmiarów.
Ale grunt to pozytywne myślenie, więc mam nadzieję, że się uda :)
Jak dzisiejsza wycieczka? Trochę z Mężem pokrążyliśmy, ale trafiliśmy na miejsce sporo przed czasem. I w sumie są dość duże szanse, że się uda. Co? Musicie wytrzymać do przyszłego tygodnia, aż Wam to zdradzę. Ja w sumie też, bo dopiero wtedy będzie wiedzieć, co i jak :)
Mikiś właśnie śpi. I do już dobre półtorej godziny.
Czasami nie mogę nadążyć za jego spaniem. Staram się go usypiać o jednej porze, ale różnie z tym bywa. Raz ma większą ochotę współpracować, raz mniejszą... Poza tym nie mogę znaleźć jednej skutecznej metody. Pisałam ostatnio o usypianiu w łóżeczku. Jeszcze tego samego dnia wózek popadł w niełaskę, zakrawającą na histerię spowodowaną tylko jego widokiem.
Teraz mamy inny sposób. Na razie nie mówię jaki, bo znowu zapeszę... Jak już się przyjmie, to wtedy.
A w czwartek planuję wycieczkę. Najpierw na basen na 2 godziny, a potem do rodziców. Miki się wyszaleje :) Mam tylko nadzieję, że pogoda dopisze...
A jeśli śnieg przestanie padać i temperatura nieco podskoczy, jutro biorę się za okna. Jeśli jednak nie poprawi się na dworze, przełożę na inny termin :)
poniedziałek, 18 marca 2013
Kości, czyli sympatyczne niedzielne popołudnie oraz o Puchatku
Jakoś w ostatnim czasie tak mało się u nas dzieje. A jednocześnie mam wrażenie, że każdy kolejny dzień jest bardziej niesamowity niż poprzedni...
Wczorajsze późne popołudnie spędziliśmy u Szwagra. Wiem, dziwne to. Ale co dziwniejsze, miło spędziliśmy czas. Graliśmy w kości. Ale nie takie tradycyjne.
Ogólnie polega to na tym, że po rzucie dziesięcioma kostkami trzeba ułożyć z nich określone kombinacje.
Świetna zabawa, ale niestety w Polsce niedostępna. pierwszy raz z Mężem graliśmy w to 1,5 roku temu, który grę dostał od znajomych z Ameryki. My nabyliśmy ją dzięki Szwagrowi, który kupił ją nam za granicą, bodajże w Szwajcarii... (nie pamiętam dokładnie).
W każdym razie my spokojnie graliśmy, a Miki bawił się zabawkami kuzynów.
A dziś wybraliśmy się do UP, skąd musiałam załatwić sobie zaświadczenie o bezrobociu. Ale o tym, po co mi ono, powiem kiedy indziej :P
Tak przy okazji, skończyłam haftowanie :)
Tak wygląda efekt końcowy.
A więcej szczegółów i zdjęć znajdziecie tutaj: KLIK
Wczorajsze późne popołudnie spędziliśmy u Szwagra. Wiem, dziwne to. Ale co dziwniejsze, miło spędziliśmy czas. Graliśmy w kości. Ale nie takie tradycyjne.
Ogólnie polega to na tym, że po rzucie dziesięcioma kostkami trzeba ułożyć z nich określone kombinacje.
Świetna zabawa, ale niestety w Polsce niedostępna. pierwszy raz z Mężem graliśmy w to 1,5 roku temu, który grę dostał od znajomych z Ameryki. My nabyliśmy ją dzięki Szwagrowi, który kupił ją nam za granicą, bodajże w Szwajcarii... (nie pamiętam dokładnie).
W każdym razie my spokojnie graliśmy, a Miki bawił się zabawkami kuzynów.
A dziś wybraliśmy się do UP, skąd musiałam załatwić sobie zaświadczenie o bezrobociu. Ale o tym, po co mi ono, powiem kiedy indziej :P
Tak przy okazji, skończyłam haftowanie :)
Tak wygląda efekt końcowy.
A więcej szczegółów i zdjęć znajdziecie tutaj: KLIK
poniedziałek, 11 marca 2013
Nowości i wycieczka, czyli dzień, jak co dzień
Pamiętacie blog o MikoMisiach? Przekształciłam go w coś innego.
Pod nowym adresem i nowa grafiką kryje się "mój internetowy kuferek" z robótkami ręcznymi.
Zaczęłam dopiero wczoraj, ale i tak zapraszam.
Poza tym pojawiło się nowe opowiadanie :)
A co u nas?
Znowu byłam u dentysty, ale w sumie niewiele poradził, jutro znowu. Coś częstymi ostatnio jesteśmy gośćmi u moich rodziców, co cieszy Mikiego :)
Razem z Mamą i Siostrą wybraliśmy się na wycieczkę do Ikei. Mikoś oczywiście wszystkim był zaciekawiony i ciężko było przekonać go, do dalszej drogi. Na samym początku wypróbowywał niemal wszystkie łóżka, kanapy i sofy :)
Niestety nie udało się go zmęczyć na tyle, żeby zasnął w samochodzie. Postój w Decathlonie też nic nie dał. Może jedynie poza polarem, który kupiła mu Babcia :)
Pod nowym adresem i nowa grafiką kryje się "mój internetowy kuferek" z robótkami ręcznymi.
Zaczęłam dopiero wczoraj, ale i tak zapraszam.
Poza tym pojawiło się nowe opowiadanie :)
A co u nas?
Znowu byłam u dentysty, ale w sumie niewiele poradził, jutro znowu. Coś częstymi ostatnio jesteśmy gośćmi u moich rodziców, co cieszy Mikiego :)
Razem z Mamą i Siostrą wybraliśmy się na wycieczkę do Ikei. Mikoś oczywiście wszystkim był zaciekawiony i ciężko było przekonać go, do dalszej drogi. Na samym początku wypróbowywał niemal wszystkie łóżka, kanapy i sofy :)
Niestety nie udało się go zmęczyć na tyle, żeby zasnął w samochodzie. Postój w Decathlonie też nic nie dał. Może jedynie poza polarem, który kupiła mu Babcia :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)