niedziela, 10 marca 2013

Do jedzenia i do oglądania, czyli rogaliki i Mikiś

Bułeczki już dawno poszły w zapomnienie.
Dlatego wczoraj upiekłam croissanty :) Wyszły pyszne, połowa zniknęła jeszcze tego samego dnia :)
Przepis zaczerpnęłam z tej strony (tym razem bez modyfikacji:P).
Dwie uwagi. Lepiej smakują, kiedy są nieco krócej pieczone (choć Teściowej smakowały te lekko przypieczone). Najlepiej smakują na świeżo. Dziś to po prostu rogaliki :)




















Poza tym znowu razem z Mikim spędziliśmy sporo czasu poza domem. Dokładniej u rodziców. Niestety sprawa z dentystą ciągle się przeciąga. Jutro znowu...


A na koniec nieco zdjęć Mikiego :)






środa, 6 marca 2013

A ja rosnę i rosnę, czyli w końcu tylko o Mikim

Miało być o Miki, więc będzie :)

Nasz Synuś robi się coraz bardziej gadatliwy. Mówi coraz więcej i ma coraz większy zasób słownictwa. Niestety nie wszyscy je rozumieją. Bo skąd mają wiedzieć, że Miki mówiąc "ciocia" ma na myśli ciuchcię, a nie ciocię? :) Inne słowa:
- bu - autobus, tramwaj, bus
- ciocia - ciuchcia
- taton - traktor
- bajy - kuzyn B.
- majy - kuzynka M.
- dziadziu - dziadek
- baba - babcia albo bajka
- kaku, kaka-o - kakao
Jest też kilka innych, których aktualnie nie pamiętam, a się zdarzyły. Często jest tak, że słowo pojawia się raz, a potem już nie. Tak było z pociągiem. Kiedy ostatnio jechaliśmy w autobusie, zobaczył autobus albo jakiś bus (dokładnie już nie pamiętam), wskazał na niego palcem i powiedział wyraźnie "pociąg". Skąd mu się to wzięło, nie wiem. A gdy chce, by powiedział pociąg, zaraz jest ciu ciu :)
 Umie też pokazać i powiedzieć, ile ma lat. Zapytany, mówi "da" i pokazuje na paluszkach :)

Miki robi się coraz bardziej uparty. Kiedy coś idzie nie po jego myśli, bardzo głośno daje o tym znać. Na dodatek upodobał sobie pokładanie się wtedy na podłodze, a już szczególnie na schodach.

Sporo też Miki rośnie. Jest bardzo wysoki i co za tym idzie, sięga też coraz wyżej. Niestety umie już otworzyć drzwi do piwnicy...
Coraz lepiej idzie nam picie ze szklanki i kubków, a także jedzenie widelce i łyżką. Co prawda najgorzej jest z zupą, ale i to z czasem dopracujemy.
Jeśli zaś chodzi o jedzenie... Miki dość chętnie je wszystko, ale gdy chce sam. Wszelkie próby nakarmienia spełzają na niczym. Śniadania nie je praktycznie w ogóle, zamiast tego kakao. Nie wiem, jak go przekonać do śniadań...

Ze spaniem też powoli kłopoty mijają. W ciągu dnia jedna drzemka około 12-13, która trwa jakieś 2-3 godziny. Zasypiamy w wózku, a potem przenoszę go do łóżeczka. I to jest jedyny moment, kiedy śpi w łóżeczku. Wieczorem kładziemy się o  i obowiązkowo w dużym łóżku z mamą obok. Inaczej nie ma spania. Chce go tego oduczyć, ale nie wiem jak. Próbowałam już kilku sposobów: płacz kontrolowany, czytanie książeczek, kołysanki... Nic nie pomaga. Nie mówiąc już o odzwyczajeniu go od naszego łóżka... Mąż mówi, żeby na razie zostawić jak jest, ale to nie on jest kopany, tylko ja.

Praktycznie nie ma dnia, żeby Mikiś czymś nas nie zaskoczył. Tym bardziej, że ma naturę papużki, czyli sporo powtarza po nas :)

poniedziałek, 4 marca 2013

Z farszem i pieczone, czyli bułki na dwa sposoby

Dzisiaj post całkowicie kulinarny :)

Jakiś czas temu w czasie rozmowy z Mężem, wpadł on na pomysł pewnego dania. Zapiekanej bułki.
Po przedyskutowaniu, w sobotę wzięłam się za eksperymentowanie.
I wyszło pysznie! :)
O co chodzi?
O to:


Po prostu odcięłam wierzch bułki, wydrążyłam ją (najlepiej sprawdzają się przy tym paznokcie ;)) i napełniłam farszem. Dla mnie kurczak (pokrojony w kostkę i podsmażony z czosnkiem) z papryką czerwoną, ogórkiem, rzodkiewką i wędzonym filetem z kurczaka w sosie jogurtowo-musztardowym, a dla Męża pieczarki smażone z cebulką, do tego ogórek i rzodkiewka w sosie jogurtowo-pomidorowym (do obu sosów dodałam po około 2 łyżeczki startego sera zółtego i po 1/4 mozzarelli pokrojonej w drobną kostkę).
To wszystko wrzuciłam ma blachę i do piekarnika (ok. 15 min w 180 st.).
Jednak okazało się, że zapiekanie tego nie jest najlepszym pomysłem, bo bułki zrobiły się nieco twarde i bardzo chrupkie, przez co trudno się jadło. Dużo lepiej jest podgrzać to w mikrofalówce, bo bułka jest wtedy miękka. Albo przed włożeniem zawinąć w folię aluminiową, chociaż tego nie próbowałam.


A dziś postanowiłam wypróbować coś, co chodziło za mną od jakiegoś czasu.
Bułeczki maślane.
Próbowałam już z mlecznymi, ale zbyt dobre nie wyszły (chyba kiedyś wspominałam o tym). Co prawda okazało się, że w przepisie było za mało cukru, ale już się zraziłam.
Dlatego dziś przekopałam Internet szukając przepisu na bułeczki maślane. Najfajniejszy wydał mi się ten z tej strony . Jednak nieco go zmieniłam.
Piekłam z użyciem drożdży świeżych i rozczyn zrobiłam po swojemu: mleko podgrzałam, dodałam pokruszone drożdże, łyżeczkę cukru i łyżeczkę mąki, zamieszałam i odstawiłam w ciepłe miejsce. Dalej robiłam według przepisu. Pominęłam jednak rodzynki, bo ich po prostu nie lubię. Zamiast tego dodałam kandyzowaną skórkę pomarańczową (około 3-4 łyżeczki) i do części pokrojoną w kostkę gorzką czekoladę.
Oto efekt (pierwsze takie suche wyglądają, bo Mąż zapomniał posmarować jajkiem, a jaakurat usypiałam Mikiego):


Piekłam około12 minut w 220 st.
Wyszły mięciutkie, idealnie słodkie i puszyste.
Mniam :)

A kolejny wpis będzie całkowicie o Mikim :)

piątek, 1 marca 2013

Wycieczki i oferta, czyli coś sie dzieje

Ponieważ czuję się już dużo lepiej, w końcu umówiłam się do dentysty (ostatnio była tylko konsultacja).
Dzwoniąc we wtorek, udało mi się umówić wizytę już na środę. Dlatego rano się zebraliśmy i autobusami ruszyliśmy w stronę Dziadków. Miki miał frajdę, bo już nie tylko oglądał autobusy, ale nawet nimi jechał :) potem z pracy wrócił Dziadek i w ogóle była radość.
Wczoraj było podobnie. Jak wyszliśmy z domu kilka minut po 8, tak wróciliśmy po 12 godzinach. Na dodatek wybraliśmy się z Babcią i Ciocią na spacer do... zajezdni autobusowej. Miki był w raju :)

Miki się bawił z Ciocią, obajadał babciną lodówkę z ja sobie haftowałam :)


Znajoma nominowała mnie d pewnej nagrody/zabawy. Szczegóły znajdziecie na blogu z opowiadaniami, w zakładce "nagrody i wyróżnienia".




A tak przy okazji, mam na sprzedaż lub wymianę kilka książek.
Osoby zainteresowane, zapraszam do pisania na anexa@buziaczek.pl





wtorek, 26 lutego 2013

Weekend na 1 2 3, czyli targujemy, kupujemy i gotujemy

Jak widać po tytule, weekend minął nam bardzo aktywnie.
Ale po kolei...

1. Targujemy. A dokładniej to wybraliśmy się na targi budowlane, bo planowana jest wymiana pieca. Miki był bardzo grzeczny, chociaż bez wózka i chodził sam. Bałam się, że będzie nam uciekał i biegał, gdzie chce, ale nic takiego się nie stało. Zamiast tego czarował wszystkie hostessy i osoby obsługujące stanowiska, co zaowocowało kilkoma balonami, cukierkami, czekoladkami, lizakami i innymi gadżetami. Najlepsze było z cukierkami. Na jednym stoisku zobaczył cukierki, a że Tata i Mama nie chcieli dać, więc hop na nogi i wezmę sobie sam. Pan się zgodził i podał Mikiemu talerz. Miki wziął jednego i chce obchodzić, ale Pan proponuje kolejnego. Wziął wiec następny, ale poprzedni odłożył. Pan się śmieje i mówi, że może sobie wziąć więcej. Co robi Miki?  Łapie za cały talerz :)

2. Kupujemy. Czyli po prostu wybraliśmy się w niedzielę rano na zakupy. Poszło dosć szybko, bo i ludzi mało.




3. Gotujemy. Albo dokładniej to smażymy. Bo Mamusia czuje się już dużo lepiej (zamieniłam rumianek na szałwię) i dużo więcej może jeść. A ponieważ w czasie obowiązkowej diety miałam ochotę na bardzo dużo różnych rzeczy, teraz powoli bierzemy się za nie. Na pierwszy ogień poszły donuty. Przepis mam z tej strony, jednak zamiast drożdży w proszku, dałam ok 75 g świeżych. I wodę też zamieniłam na mleko. 





Jak widać, podałam je z cukrem pudrem. I wyszło mi więcej, niż w przepisie. Donutów ponad 30, plus jeszcze więcej środków.












A skoro olej był już gorący, Duży M. wpadł na pomysł zrobienia chipsów.
Wiec były i chipsy.

Także do ans Tłusty Czwartek zawitał w niedzielę, ponad dwa tygodnie później niż pokazuje kalendarz.