Obecnie haftuję. Nie pokaże na razie co, ale jestem już gdzieś w połowie.
Umiem robić na drutach proste rzeczy.
Potrafię uszyć na maszynie maskotkę.
Uszyć jakieś ubranie dla siebie? Ok, też mogę.
Może nie wiecie, ale umiem (jestem po kursie) robić tipsy żelowe.
Piszę wiersze, opowiadania, robię zdjęcia...
I wiecie co?
Ciągle mi mało :)
Mam już następny pomysł.
Ale na razie o tym cicho sza :)
Tylko jakoś za szydełkowanie nie mogę się zabrać :P
piątek, 22 lutego 2013
czwartek, 21 lutego 2013
Ah te komplikacje...
Cały wczorajszy dzień (no, prawie) spędziliśmy u moich rodziców, gdyż siostra miała urodziny.
Przy okazji odwiedziłam dentystę, bo mi w czasie operacji złamali zęba. Niestety łatwa i tania sprawa to nie będzie...
Poza tym... byłam dziś na rozmowie kwalifikacyjnej.
Tak, tak. Ale na szczęście nic nie wyszło :)
Jakoś nie widzę siebie w sprzedaży telefonicznej.
Poza tym mogliby nieco bardziej szczegółowo pisać ogłoszenia...
W drodze powrotnej skusiłam się na książkę. Zobaczymy co z tego będzie. "Hamish Macbeth i śmierć plotkary".
Kolejne tomy co dwa tygodnie.
Zobaczymy, czy warto.
Rano miałam jeszcze wizytę u ginekologa, bo tabletki na wykończeniu. Ale znowu się pokomplikowało...
Przy okazji odwiedziłam dentystę, bo mi w czasie operacji złamali zęba. Niestety łatwa i tania sprawa to nie będzie...
Poza tym... byłam dziś na rozmowie kwalifikacyjnej.
Tak, tak. Ale na szczęście nic nie wyszło :)
Jakoś nie widzę siebie w sprzedaży telefonicznej.
Poza tym mogliby nieco bardziej szczegółowo pisać ogłoszenia...
W drodze powrotnej skusiłam się na książkę. Zobaczymy co z tego będzie. "Hamish Macbeth i śmierć plotkary".
Kolejne tomy co dwa tygodnie.
Zobaczymy, czy warto.
Rano miałam jeszcze wizytę u ginekologa, bo tabletki na wykończeniu. Ale znowu się pokomplikowało...
wtorek, 19 lutego 2013
Pomysł i myśl, czyli Wielka Mobilizacja :)
Mam taki jeden pomysł :)
W ostatnim czasie dość sporo osób czyta bloga.
Dlatego proszę, by pod tym postem, każdy, kto tu zagląda zostawił po sobie jakiś znak :)
Doskonale rozumiem, że nie zawsze jest czas/chęć by pisać pod każdą notką, bo sama niestety dość rzadko to robię.
Ale ten jeden raz się zmobilizujmy :)
Chętnie się dowiem, ile osób zagląda tu regularnie :)
Ogłaszam Wielką Mobilizację :)
A zmieniając temat...
W ostatnim czasie dość sporo osób czyta bloga.
Dlatego proszę, by pod tym postem, każdy, kto tu zagląda zostawił po sobie jakiś znak :)
Doskonale rozumiem, że nie zawsze jest czas/chęć by pisać pod każdą notką, bo sama niestety dość rzadko to robię.
Ale ten jeden raz się zmobilizujmy :)
Chętnie się dowiem, ile osób zagląda tu regularnie :)
Ogłaszam Wielką Mobilizację :)
A zmieniając temat...
Co znaczy mieć dziecko?
To znaczy być gotowym, że kiedy chcesz coś zjeść, jedzenie znika z talerza w niewyjaśnionych okolicznościach; albo kiedy robisz sobie ulubioną herbatę, 3/4 szklanki ktoś wypija, a reszta ląduje na podłodze ;)
To znaczy być gotowym, że kiedy chcesz coś zjeść, jedzenie znika z talerza w niewyjaśnionych okolicznościach; albo kiedy robisz sobie ulubioną herbatę, 3/4 szklanki ktoś wypija, a reszta ląduje na podłodze ;)
Dobrze nadziane, czyli znowu pieczemy
Byłam wczoraj w szpitalu na kontroli. I niestety nie goi się tak, jak powinno. Znowu leki.
Ale dobra wiadomość jest taka, że już nie muszę być na tak ostrej diecie papkowej. Oczywiście nie mogę jeszcze jeść wszystkiego, ale już mam znacznie większy zakres działania.
Dlatego dziś na śniadania w końcu mogłam zjeść chleb z szybką i serem żółtym. Ale w trosce o gardło, kupiłam sobie wczoraj pszennego francuza :)
Chodziło za mną przez cały czas też coś słodkiego. Jednak przy narzuconej diecie, było to trudne. Ale w końcu dziś postawiłam wszystko na jedną kartę i upiekłam muffinki. Nadziane budyniem waniliowym.
Jak?
Podstawowy przepis jest TU. Dodałam to tego jeszcze 3 łyżeczki gorzkiego kakao.
Wlałam do garnka pół litra mleka i ugotowałam (muffiny robiłam z dwóch porcji). Do kubka oblałam jeszcze 250 ml mleka, wsypałam dwa budynie waniliowe i trzy łyżki cukru. Gdy mleko się zagotował, wlałam zawartość kubka.
Rada? Dobrze jest wcześniej zrobić budyń, żeby bardzo mocno zgęstniał. Wtedy będzie się lepiej nakładał, bo nie będzie płynny, a stały.
Foremki wypełniałam ciastem do połowy wysokości, a potem kładłam na nie po ok. 3/4 łyżeczki budyniu i lekko wciskałam do środka.
Piekłam jak normalne muffiny.
Wyszły pycha i nawet moje gardło nie protestuje. Ale pod warunkiem, że dużo piję :)
Smacznego :)
A Mikoś?
Właśnie (jeszcze) śpi.
Wczoraj obudził się rano już jakiś niewyspany, ale nie dał się uśpić. Usnął dopiero po 20 i to po ciężkich bojach. Nie chciałam dziś powtórki, więc wzięłam go sposobem. Zniosłam ze strychu jego starą spacerówkę, która teraz jest za mała (wiadomo, jeszcze kurtka dochodzi), ułożyłam pod głową kocyk, dałam butelkę kaszki i maskotkę kaczuszkę. Po kilkunastu minutach wożenia i śpiewania kołysanek (moje gardło), Mikiś zasnął. I śpi do teraz, bez pobudek, już jakieś 2,5 godziny.
Mam nadzieję, że pośpi jeszcze z godzinę, bo nie chce mi się iść do kościoła...
Ale dobra wiadomość jest taka, że już nie muszę być na tak ostrej diecie papkowej. Oczywiście nie mogę jeszcze jeść wszystkiego, ale już mam znacznie większy zakres działania.
Dlatego dziś na śniadania w końcu mogłam zjeść chleb z szybką i serem żółtym. Ale w trosce o gardło, kupiłam sobie wczoraj pszennego francuza :)
Chodziło za mną przez cały czas też coś słodkiego. Jednak przy narzuconej diecie, było to trudne. Ale w końcu dziś postawiłam wszystko na jedną kartę i upiekłam muffinki. Nadziane budyniem waniliowym.
Jak?
Podstawowy przepis jest TU. Dodałam to tego jeszcze 3 łyżeczki gorzkiego kakao.
Wlałam do garnka pół litra mleka i ugotowałam (muffiny robiłam z dwóch porcji). Do kubka oblałam jeszcze 250 ml mleka, wsypałam dwa budynie waniliowe i trzy łyżki cukru. Gdy mleko się zagotował, wlałam zawartość kubka.
Rada? Dobrze jest wcześniej zrobić budyń, żeby bardzo mocno zgęstniał. Wtedy będzie się lepiej nakładał, bo nie będzie płynny, a stały.
Foremki wypełniałam ciastem do połowy wysokości, a potem kładłam na nie po ok. 3/4 łyżeczki budyniu i lekko wciskałam do środka.
Piekłam jak normalne muffiny.
Wyszły pycha i nawet moje gardło nie protestuje. Ale pod warunkiem, że dużo piję :)
Smacznego :)
A Mikoś?
Właśnie (jeszcze) śpi.
Wczoraj obudził się rano już jakiś niewyspany, ale nie dał się uśpić. Usnął dopiero po 20 i to po ciężkich bojach. Nie chciałam dziś powtórki, więc wzięłam go sposobem. Zniosłam ze strychu jego starą spacerówkę, która teraz jest za mała (wiadomo, jeszcze kurtka dochodzi), ułożyłam pod głową kocyk, dałam butelkę kaszki i maskotkę kaczuszkę. Po kilkunastu minutach wożenia i śpiewania kołysanek (moje gardło), Mikiś zasnął. I śpi do teraz, bez pobudek, już jakieś 2,5 godziny.
Mam nadzieję, że pośpi jeszcze z godzinę, bo nie chce mi się iść do kościoła...
sobota, 16 lutego 2013
Miks, miksuj, miksujemy, czyla papek w diecie dalszy ciąg
Miałam pisać o wyższości jednych herbat nad drugimi. Ale straciłam na to wenę... ;)

Więc będzie o obiadku.
Dziś zrobiłam moim dwóm M. makaron z sosem serowo-musztardowym.
Proste i smaczne.
Posiekałam w drobną kostkę dwa ząbki czosnku i małą cebulę czerwoną. Podsmażyłam na oliwie.
W garnku zagotowałam około 2 szklanki wody i rozpuściłam w niej kostkę rosołową (Knorr rosół z kury).
Do rosołu wrzuciłam cebulę z czosnkiem, potem opakowanie 150 g serka do smarowania (Turek Świeży z papryką). Mieszałam aż do rozpuszczenia.
Dodałam 3 łyżeczki musztardy (Prymat Kremska).
Ser żółty starłam na grubych oczkach i dodałam ok. 3,5 łyżki.
Doprawiłam pieprzem, chili i ziołami prowansalskimi.
Na koniec wymieszałam w szklance 3 łyżeczki mąki z odrobiną zimnego mleka i wlałam do sosu.
Smacznego :)

A dla mnie wersja oczywiście dalej zmiksowana. Jednak zamiast makaronu, ugotowałam sobie ryż.
Skoro już stałam przy garach to zadbałam też o moje posiłki w dalszej części dnia.
Tym razem zmiksowałam ryż z mlekiem i dodałam kakao. Papka, ale przynajmniej coś innego, niż budyń, mleko, kisiel czy serek ;)
W czwartek w końcu wyszłam do ludzi. Pojechaliśmy na zakupy. Miki trochę sobie pobiegał, a my uzupełniliśmy lodówkę i nie tylko.
W przyszłym tygodniu jadę do rodziców na cały dzień, więc przy okazji odświeżę kolor włosów.
Coraz lepiej czuje się w blondzie i już wiem, co mi nie bardzo pasuje.
Mam raczej chłodny typ urody\karnacji, a włosy jak na razie mają odcień miodowy, czyli ciepły. Trochę się to gryzie. Teraz może znowu zjaśnieją, a jak nie, poprawię farbą :)
Lubię zmieniać i eksperymentować z włosami. Ostatnio dość odważnie z kolorem, a teraz myślę nad długością. Obecnie są średnie, ledwie dotykają ramion. Zastanawiam się, czy je zapuszczać, czy jednak obciąć. A może znowu zmiksuję i przód wyrównam do linii brody, a tył maszynką na zapałkę?
Eh, sama już nie wiem...
Może Wy mi pomożecie? :)
Czekam na opinie? ;)

Więc będzie o obiadku.
Dziś zrobiłam moim dwóm M. makaron z sosem serowo-musztardowym.
Proste i smaczne.
Posiekałam w drobną kostkę dwa ząbki czosnku i małą cebulę czerwoną. Podsmażyłam na oliwie.
W garnku zagotowałam około 2 szklanki wody i rozpuściłam w niej kostkę rosołową (Knorr rosół z kury).
Do rosołu wrzuciłam cebulę z czosnkiem, potem opakowanie 150 g serka do smarowania (Turek Świeży z papryką). Mieszałam aż do rozpuszczenia.
Dodałam 3 łyżeczki musztardy (Prymat Kremska).Ser żółty starłam na grubych oczkach i dodałam ok. 3,5 łyżki.
Doprawiłam pieprzem, chili i ziołami prowansalskimi.
Na koniec wymieszałam w szklance 3 łyżeczki mąki z odrobiną zimnego mleka i wlałam do sosu.
Smacznego :)

A dla mnie wersja oczywiście dalej zmiksowana. Jednak zamiast makaronu, ugotowałam sobie ryż.
Skoro już stałam przy garach to zadbałam też o moje posiłki w dalszej części dnia.
Tym razem zmiksowałam ryż z mlekiem i dodałam kakao. Papka, ale przynajmniej coś innego, niż budyń, mleko, kisiel czy serek ;)
W czwartek w końcu wyszłam do ludzi. Pojechaliśmy na zakupy. Miki trochę sobie pobiegał, a my uzupełniliśmy lodówkę i nie tylko.
W przyszłym tygodniu jadę do rodziców na cały dzień, więc przy okazji odświeżę kolor włosów.
Coraz lepiej czuje się w blondzie i już wiem, co mi nie bardzo pasuje.
Mam raczej chłodny typ urody\karnacji, a włosy jak na razie mają odcień miodowy, czyli ciepły. Trochę się to gryzie. Teraz może znowu zjaśnieją, a jak nie, poprawię farbą :)
Lubię zmieniać i eksperymentować z włosami. Ostatnio dość odważnie z kolorem, a teraz myślę nad długością. Obecnie są średnie, ledwie dotykają ramion. Zastanawiam się, czy je zapuszczać, czy jednak obciąć. A może znowu zmiksuję i przód wyrównam do linii brody, a tył maszynką na zapałkę?
Eh, sama już nie wiem...
Może Wy mi pomożecie? :)
![]() |
| Rok 2009. Klasyczny bob w wersji kręconej i prostej. |
![]() |
| Rok 2012. Włosy długie. |
![]() |
| Rok 2012. Wspomniany wyżej miks. |
Subskrybuj:
Posty (Atom)



