Albo raczej ósmy ząbek. Pojawił się w sobotę. Także mamy komplet jedynek i dwójek. Teraz czekamy na trójki, które też stosunkowo niedługo powinny się pojawić, bo dziąsła Miko ma bardzo popuchnięte.
Weekend był bardzo gorący (w piątek o 18.45 miałam na termometrze 52 st C!!!). W sobotę sporo czasu spędziliśmy na ogrodzie, a wieczorem całą trójką wskoczyliśmy do basenu. Oczywiście nie do tego małego, bo nie zmieścilibyśmy się tam, a poza tym woda była gorąca. Popływaliśmy u Szwagra i wszyscy byliśmy zadowoleni, nawet chrześniak Męża, bo miał towarzystwo do wygłupów :)
A wczoraj pojechaliśmy w odwiedziny do mojej Babci, bo miała imieniny. Było wesoło, przyjechał tez wujek z małym Sz. Mój kuzynek kończy dziś 7. miesięcy, a jeszcze sam nie siedzi. Trochę dziwne, ale w końcu każde dziecko ma swoje tempo.
Miki dostał ostatnio od Babci (mojej Mamy) koszulkę z napisem "Najfajniejszy urwis w okolicy". I jak mu ją wczoraj założyłam, to chyba wykrakałam, bo zaraz zaczął broić i potłukł Teściom słoik z kawą. Tyle razy się nim bawił, a wczoraj go dobił. No i musieliśmy kawę odkupić.
Chyba wykrakałam tą koszulką :)
poniedziałek, 2 lipca 2012
czwartek, 28 czerwca 2012
Jak Miko działa na innych?
Oczywiście jak najbardziej pozytywnie.
Miko ogólnie jest dzieckiem bardzo towarzyskim i otwartym, lubi przebywać wśród ludzi.I co najważniejsze, nie boi się ich. Bardzo chętnie zaczepia i dzieci i dorosłych (a już szczególnie przedstawicielki płci pięknej). Zaczepiony przez innych, śmieje się. Czasami udaje wstydnisia i wtula się w Mamę/wózek/Tatę, a czasem wyciąga ręce. Ludzie często się dziwią, że tak chętnie idzie od obcych, ale są raczej pozytywnie zaskoczeni.
W czasie pobytu nad morze w kwietniu, było też starsze małżeństwo z Leszna. Mały już po dwóch dnia śmigał z "dziadkiem" po korytarzu, siedział mu na kolanach. Innym razem w kościele, gdy znudzony wędrował z moich ramion do ramion Tatuśka, poszedł dalej, do pani siedzącej obok, która się do niego uśmiechała. Innym razem po kupieni jabłek na targu u moich rodziców odwraca się do moich M. i co widzę, Mąż stoi, a dziecka brak. Poszedł do pani sprzedawczyni i z nią się bawił....
Bardzo często zdarza się też, że Miko dostaje prezenty. Wspomniana pani na targu dała mu świecącą piłeczkę, kiedyś na basenie dostał czekoladkę, w banku kredki i malowankę, a dla tatusia załatwił skórzany portfel. Gdy kupowaliśmy mu wiatraczek, dostał muszelkę. Nasza pani doktor pediatra tak go lubi, że daje mu wszystko, co sama dostaje od przedstawicieli handlowych: skarpetki, czapeczki... Gdy towarzyszyliśmy Tatusiowi i dentysty, dostał kubeczek i rurkę do odciągania śliny, a po skończonym leczeniu pani doktor pozwoliła mu posiedzieć na fotelu, gdzie Tatuś świecił mu lampą i dmuchał powietrzem...
Owszem, sama bardzo lubię dzieci, ale z czymś takim spotkałam się pierwszy raz. Każde dziecko ma swój urok osobisty i jest cudowne, ale nie każde umie go tak roztoczyć wokół siebie. Wiem, że Miki to moje dziecko, ale obiektywnie muszę stwierdzić, że... hmm... ma to coś, co przyciąga do niego ludzi. Zaczepia każdego na każdym kroku, a jeszcze się nie zdarzyło, żeby ktoś był tym zniesmaczony, czasem to ja czuje się niepewnie.
Podejrzewam, że w przyszłości Mikiego otaczać będzie grono ludzi.
Da sobie radę w życiu.
A teraz trochę zdjęć :)
W przyszłości chyba zostanę krawcem :)
Truskawkowe witaminki dla chłopczyka :)
Zabawy na wujkowym... szambie :)
Zabawy z Tatusiem na fotelu dentystycznym :)
Miko ogólnie jest dzieckiem bardzo towarzyskim i otwartym, lubi przebywać wśród ludzi.I co najważniejsze, nie boi się ich. Bardzo chętnie zaczepia i dzieci i dorosłych (a już szczególnie przedstawicielki płci pięknej). Zaczepiony przez innych, śmieje się. Czasami udaje wstydnisia i wtula się w Mamę/wózek/Tatę, a czasem wyciąga ręce. Ludzie często się dziwią, że tak chętnie idzie od obcych, ale są raczej pozytywnie zaskoczeni.
W czasie pobytu nad morze w kwietniu, było też starsze małżeństwo z Leszna. Mały już po dwóch dnia śmigał z "dziadkiem" po korytarzu, siedział mu na kolanach. Innym razem w kościele, gdy znudzony wędrował z moich ramion do ramion Tatuśka, poszedł dalej, do pani siedzącej obok, która się do niego uśmiechała. Innym razem po kupieni jabłek na targu u moich rodziców odwraca się do moich M. i co widzę, Mąż stoi, a dziecka brak. Poszedł do pani sprzedawczyni i z nią się bawił....
Bardzo często zdarza się też, że Miko dostaje prezenty. Wspomniana pani na targu dała mu świecącą piłeczkę, kiedyś na basenie dostał czekoladkę, w banku kredki i malowankę, a dla tatusia załatwił skórzany portfel. Gdy kupowaliśmy mu wiatraczek, dostał muszelkę. Nasza pani doktor pediatra tak go lubi, że daje mu wszystko, co sama dostaje od przedstawicieli handlowych: skarpetki, czapeczki... Gdy towarzyszyliśmy Tatusiowi i dentysty, dostał kubeczek i rurkę do odciągania śliny, a po skończonym leczeniu pani doktor pozwoliła mu posiedzieć na fotelu, gdzie Tatuś świecił mu lampą i dmuchał powietrzem...
Owszem, sama bardzo lubię dzieci, ale z czymś takim spotkałam się pierwszy raz. Każde dziecko ma swój urok osobisty i jest cudowne, ale nie każde umie go tak roztoczyć wokół siebie. Wiem, że Miki to moje dziecko, ale obiektywnie muszę stwierdzić, że... hmm... ma to coś, co przyciąga do niego ludzi. Zaczepia każdego na każdym kroku, a jeszcze się nie zdarzyło, żeby ktoś był tym zniesmaczony, czasem to ja czuje się niepewnie.
Podejrzewam, że w przyszłości Mikiego otaczać będzie grono ludzi.
Da sobie radę w życiu.
A teraz trochę zdjęć :)
W przyszłości chyba zostanę krawcem :)
Truskawkowe witaminki dla chłopczyka :)
Zabawy na wujkowym... szambie :)
Zabawy z Tatusiem na fotelu dentystycznym :)
środa, 27 czerwca 2012
Trochę kuchennej matematyki i sposób na relaks
Jak to jest, że jednego dnia nic nam nie wychodzi, a następnego wszystko jest idealnie?
W poniedziałek robiłam muffinki. żadnych eksperymentów, zwykłe z kawałkami czekolady. Cóż... coś nie wyszły, za słodkie. Potem tego samego dnia postanowiłam wypróbować przepis na szybkie ciasto z owocami. Cóż... nie wyszło. Zapomniałam o proszku do pieczenia i teraz jemy zakalec...
Wczoraj znowu robiłam muffiny. Z potrójnej porcji, prawie kilo mąki. I udały się świetnie. Czekoladowe z kawałkiem banana lub bez. Ładnie urosły i są pyszne. Było ich 46, do dziś zostało mniej niż pół :)
Poza tym robiłam wczoraj pierogi. Z kapustą i grzybami oraz z mięsem. Tych pierwszych wyszło 19, a drugich 20. Ktoś powie, że jak dla 5 osób to mało, ale wystarczyło i nawet zostało na dziś. Nawet Mikiemu smakowały :)
A przy okazji lepienia pierogów zdałam sobie sprawę z jednej rzeczy. Takie kuchenne robótki czy w ogóle gotowanie, bardzo mnie odpręża. Lubię to robić. Piec ciasta, ciasteczka, lepić pierogi, gotować... Fizycznie można się zmęczyć, ale jaki odpoczynek psychiczny. Jeśli chodzi o pierogi, to mogę robić każdą ilość. Lubię taką "dłubaninę". W poniedziałek smażyłam Mężowi pieczarki, 1.5 kg. I jak mi się fajnie je kroiło. Mąż i Teściowa mówili, żebym wzięła robot, będzie szybciej, ale ja nie lubię. Wolę tradycyjnie nożem, chociaż zajmuje to dużo więcej czasu.
Oczywiście nie zawsze w kuchni da się odetchnąć. Bo jeśli jeszcze muszę mieć na oku Mikiego, jest to dość ciężkie do zrobienia, ale gdy ktoś się nim zajmuje... W tle jeszcze radio i mogę z kuchni nie wychodzić :)
W poniedziałek robiłam muffinki. żadnych eksperymentów, zwykłe z kawałkami czekolady. Cóż... coś nie wyszły, za słodkie. Potem tego samego dnia postanowiłam wypróbować przepis na szybkie ciasto z owocami. Cóż... nie wyszło. Zapomniałam o proszku do pieczenia i teraz jemy zakalec...
Wczoraj znowu robiłam muffiny. Z potrójnej porcji, prawie kilo mąki. I udały się świetnie. Czekoladowe z kawałkiem banana lub bez. Ładnie urosły i są pyszne. Było ich 46, do dziś zostało mniej niż pół :)
Poza tym robiłam wczoraj pierogi. Z kapustą i grzybami oraz z mięsem. Tych pierwszych wyszło 19, a drugich 20. Ktoś powie, że jak dla 5 osób to mało, ale wystarczyło i nawet zostało na dziś. Nawet Mikiemu smakowały :)
A przy okazji lepienia pierogów zdałam sobie sprawę z jednej rzeczy. Takie kuchenne robótki czy w ogóle gotowanie, bardzo mnie odpręża. Lubię to robić. Piec ciasta, ciasteczka, lepić pierogi, gotować... Fizycznie można się zmęczyć, ale jaki odpoczynek psychiczny. Jeśli chodzi o pierogi, to mogę robić każdą ilość. Lubię taką "dłubaninę". W poniedziałek smażyłam Mężowi pieczarki, 1.5 kg. I jak mi się fajnie je kroiło. Mąż i Teściowa mówili, żebym wzięła robot, będzie szybciej, ale ja nie lubię. Wolę tradycyjnie nożem, chociaż zajmuje to dużo więcej czasu.
Oczywiście nie zawsze w kuchni da się odetchnąć. Bo jeśli jeszcze muszę mieć na oku Mikiego, jest to dość ciężkie do zrobienia, ale gdy ktoś się nim zajmuje... W tle jeszcze radio i mogę z kuchni nie wychodzić :)
wtorek, 26 czerwca 2012
Trzymam pion i robię się coraz bardziej samodzielny
Albo raczej Miko trzyma. Już coraz lepiej. I coraz częściej chodzi, bez ręki Mamy/Taty/Babci/Dziadka itp. Ale tylko w domu. dziś cały ranek biegał sam. Na dworze ciągle za rękę.
Ponadto zauważyłam, że chodzi pewniej w momencie, gdy trzyma coś w ręce. Rano już prawie sam biegał po domu z... kiełbasą. A jaką miał przy tym radochę :) I przyznam, że kiełbasa bardzo mu smakowała :)
Z dnia na dzień Miko robi się coraz bardziej samodzielny. Najlepiej widać to na przykładzie jedzenia. Karmiony już nie bardzo chce jeść, ale jak dać mu to samo do samodzielnego jedzenia, wcina ze smakiem. Wczoraj był tego najlepsze przykłady. Rano parówka na zimno. Karmiony nie chciał to dostał do ręki i zjadł, później to samo z malinami.
Pić też woli już z "dorosłego" kubka niż swojej butelki. Ale to akurat dobrze, bo butelka powoli wydaje ostatnie tchnienia :)
Kto mi powie, kiedy Miko tak urósł?...
Ponadto zauważyłam, że chodzi pewniej w momencie, gdy trzyma coś w ręce. Rano już prawie sam biegał po domu z... kiełbasą. A jaką miał przy tym radochę :) I przyznam, że kiełbasa bardzo mu smakowała :)
Z dnia na dzień Miko robi się coraz bardziej samodzielny. Najlepiej widać to na przykładzie jedzenia. Karmiony już nie bardzo chce jeść, ale jak dać mu to samo do samodzielnego jedzenia, wcina ze smakiem. Wczoraj był tego najlepsze przykłady. Rano parówka na zimno. Karmiony nie chciał to dostał do ręki i zjadł, później to samo z malinami.
Pić też woli już z "dorosłego" kubka niż swojej butelki. Ale to akurat dobrze, bo butelka powoli wydaje ostatnie tchnienia :)
Kto mi powie, kiedy Miko tak urósł?...
poniedziałek, 25 czerwca 2012
Jak dobrze mieć sąsiada...
A jeszcze lepiej mieć z sąsiadami dobre stosunki.
Ja jak na razie kojarzę niewiele osób, więcej z twarzy niż nazwiska. Ale niedługo to się zmieni, Jak Miko pójdzie do szkoły :)
W każdym razie dobre stosunki z sąsiadami kiedyś owocują. U nas zaowocowały w zeszłym tygodniu, gdy Mąż wracał rano po pracy do domu. Jednak z sąsiadek akurat jechała do pracy i w momencie gdy się mijali, zatrzymała go z zapytaniem czy nie chcemy dla Mikiego huśtawki, bo ich córka już wyrosła. Huśtawkę chcieliśmy i już parę dni stoi na ogrodzie, a Miki bardzo ją polubił.
Tylko trzeba nieco odnowić, ale akurat to powinno pójść szybko :)
Ja jak na razie kojarzę niewiele osób, więcej z twarzy niż nazwiska. Ale niedługo to się zmieni, Jak Miko pójdzie do szkoły :)
W każdym razie dobre stosunki z sąsiadami kiedyś owocują. U nas zaowocowały w zeszłym tygodniu, gdy Mąż wracał rano po pracy do domu. Jednak z sąsiadek akurat jechała do pracy i w momencie gdy się mijali, zatrzymała go z zapytaniem czy nie chcemy dla Mikiego huśtawki, bo ich córka już wyrosła. Huśtawkę chcieliśmy i już parę dni stoi na ogrodzie, a Miki bardzo ją polubił.
Tylko trzeba nieco odnowić, ale akurat to powinno pójść szybko :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




